Dziękuję za odwiedzenie mojego jakże 'fascynującego' i ani trochę żałosnego, bloga ;)

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział Trzeci

"-A co Ci one przeszkadzają?- prychnęłam 'oburzona'.
-Po prostu przyjdź do mnie o 18.- powiedziała gdy znajdowaliśmy się koło jej domu. Pomachałam do niej i ruszyłam w stronę mojego, który znajdował się naprzeciwko. Weszłam po schodkach i chwyciłam za klamkę. Pociągnęłam ją w dół, tym samym otwierając drzwi. Przywitałam moją mamę i od razu ruszyłam do swojego pokoju."

W moim pokoju jak zwykle był syf. Nic nie mogłam znaleźć, a w szczególności moich szarych dresów, które miałam założyć. Teraz żałuję, że nie odłożyłam ich na miejsce. 

A może? Może to jest znak? Znak, żebym ubrała sukienkę?
-Tak! Założę sukienkę!- wykrzyknęłam, zapominając o tym, że nie jestem sama w domu. Chwilę później mogłam usłyszeć kroki mojej mamy. Otworzyła drzwi (oczywiście bez pukania) i wejrzała do mojego pokoju.
-Co się stało?- Zapytała zaniepokojona.
Oh. Jakby Cię to interesowało. Pff. 
-Nic.- mruknęłam obojętnie, wyciągając spod łóżka średnich rozmiarów, różowe pudełko.
-Gdzieś się wybierasz?- Zapytała siadając na łóżku.
-Dlaczego sądzisz, że się gdzieś wybieram?- zaśmiałam się, kładąc pudełko na moje biurko.
-Bo...-
-Ugh. Tak wybieram się gdzieś.- odchrząknęłam, nie dając jej dokończyć i usiadłam przed biurkiem na obrotowym krześle.
-O której wrócisz?- zapytała, udając martwiącą się matkę.
-Nie wiem.-wzruszyłam ramionami.- Jak nie wrócę o pierwszej to oznacza, że nocuję u Julki. A teraz jeżeli pozwolisz, chcę się przebrać, więc...- obróciłam się na krześle i spojrzałam na nią znacząco.Matka pokręciła zrezygnowana głową i wyszła z mojego pokoju. Dlaczego ona się tak zachowuje? Przecież wiem, że najchętniej wywaliłaby mnie z domu. Wypuściłam z siebie cichy jęk i 'wróciła' do mojego pudełka. Zdjęłam z niego przykrycie i położyłam obok. Wstałam z krzesła, aby móc wyciągnąć sukienkę. Była piękna. Czarna, przed kolano, bez ramiączek. Wyciągnęłam ją do końca z pudełka i położyłam na łóżku. Spojrzałam do pudełka. Na jego dnie znajdował się list. List od ojca. Wzięłam go do ręki, a moją głowę przeszyła fala wspomnień.

Retrospekcja 

"-Ada chodź tu szybko.- tata krzykną, bodajże z kuchni. Nie zastanawiając się dłużej, postanowiłam wstać z łóżka. Odłożyłam telefon i ruszyłam do miejsca w którym się znajdował. 
-Gdzie jesteś?- zapytałam schodząc po schodach.
-W kuchni. 
Wiedziałam Weszłam do pomieszczenia. Tata siedział przy stole. Gdy mnie zobaczył, pokazał gestem ręki, abym do niego podeszła. Taki i zrobiłam. Ustałam przed stołem, dokładnie naprzeciwko mojego ojca. Przez dłuższy czas patrzył na mnie bez słowa, aż w końcu wstał i podszedł do mnie trzymając ręce za plecami.
-To dla Ciebie.- podał mi średnich wielkości, różowe pudełko. Odłożyłam je na stół i przytuliłam tatę.
-Dziękuję.- szepnęłam w jego koszulę. Odkleiłam się od ojca i usiadłam przy stole. Miał już otworzyć pudełko, gdy ktoś położył dłoń na nim. Spojrzałam na tatę zdezorientowana, a on się uśmiechną. 
-Nie mogę go otworzyć?- spytałam. 
-Możesz, ale jutro.- uśmiechną się smutno, a ja nie wiedziałam o co chodzi.
-To dlaczego dałeś mi je dzisiaj.
-Chcę sprawdzić czy wytrzymasz do jutra.
-No dobra.- westchnęłam 
-Kocham Cię tato.-dodałam po chwili. 
-Ja Ciebie też.- szepnął i pocałował mnie w czoło. 
 
Następnego dnia 

Dziś wstałam o dziwo bardzo późno, bo o dwunastej. No cóż jest niedziela. Szybko zerwałam się z łóżka i usiadłam przy biurku. Chwilę parzyłam na pudełko, zastanawiając się 'Co może w nim być?'. Więc nie tracąc już czasu otworzyłam je. W środku znajdowała się sukienka. Wstałam z krzesła, dzięki czemu mogłam ją wyciągnąć. Była czarna, chyba przed kolan, bez ramiączek. Od razu mi się spodobała. Powiesiłam ją na oparciu krzesła, aby móc sprawdzić, czy jest tam coś jeszcze.

-Tak, jest! Koperta!- krzyknęłam w mojej głowie. Chwyciłam kopertę w dłonie i ostrożnie otworzyłam, aby nie uszkodzić zawartości. Wyciągnęłam z niej białą kartkę (list), która był zgięta na pół. Odgięłam ją i zaczęłam czytać 

"Droga Ado.
Wiem, że po tym liście mnie znienawidzisz, ale musiałem Ci to jakoś przekazać. Pewnie pomyślisz sobie dlaczego nie mogłem powiedzieć Tobie to w twarz. Już mówię, a właściwie piszę. Nie umiem przekazywać Ci takich informacji. Nie lubię widzieć jak płaczesz. Dobra przejdę do rzeczy. Jak słyszałaś, przez ostatni czas, nie dogadywałem się, kłóciłem się z Twoją mamą. Nic się nie układało. Więc oboje postanowiliśmy rozstać się. Pamiętaj to nie twoja wina, tylko moja.Oboje też postanowiliśmy, że będzie najlepiej jak zostaniesz tutaj. Mam nadzieję, że nie znienawidzisz mnie. To wszystko dla twojego dobra. Będę od czasu do czasu pisał. Kocham Cię.  Tata

PS.: Mam nadzieję, że sukienka się podoba. :')"

Jak on mógł? I co? On myśli, że przekupi mnie tą sukienką. Myśli, że jak napisze 'To nie twoja wina,tylko moja' to nie będę się czuła winna? Nie. Czuję się jak gówno, jedno wielkie gówno. W tym momencie straciłam ojca." 
Koniec retrospekcji 
Nawet nie musiałam go czytać. Znałam go na pamięć. Minęło już dwa lata i nawet nie napisał. Ani do mnie, ani do Filipa. Widać jak nas kochał. Pewnie teraz ma własną rodzinę, dzieci i kocha je bardziej niż nas. Momentalnie z moich oczu wypłyną potok słonych łez. Otarłam, je szybko, by nie zepsuły mi makijażu. Czy to był dobry pomysł, żeby założyć tą sukienkę? W sumie nigdy jej nie założyłam. Było, minęło i nie wróci. W końcu zdecydowałam się, że ją założę. Umyłam się, umyłam zęby i poprawiłam makijaż. Pół godziny później byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam tylko telefon i ruszyłam do drzwi. Już miałam nacisnąć na klamkę, ale ktoś złapał mnie za ramię. Myślałam, że to mama, ale jednak to nie była ona. To był Filip. Uśmiechnięty. Aż dziwnie się zrobiło.
-Czego chcesz?- zapytałam oschle.
-Gdzie idziesz?
-Do Julki?- powiedziałam jakby było to oczywiste.
-W takiej sukience.- odsunął się kawałek ode mnie i zmierzył mnie wzrokiem. Nie odpowiedziałam, tylko przewróciłam oczami. Nie chciało mi się z nim kłócić.
-To przynajmniej weź skórę, bo będzie Ci zimno jak będziesz wracać.- zaśmiał się i podał mi ją. To by bardzo dziwne.
-Masz gorączkę- stwierdziłam przykładając mu rękę do głowy.
-Nie mam. Po prostu troszczę się o moją młodszą siostrzyczkę.
-O to teraz 'młodsza siostrzyczka', a nie wkurwiająca?- spojrzałam na niego rozbawionym spojrzeniem.
-No nie. Zawsze będziesz wkurwiającą siostrzyczką.- zaśmiał się rozczochrał mi włosy, po czym odszedł. Dobra to było bardzo, bardzo dziwne (jak na niego). Wyszłam z domu i rozejrzałam się dookoła. Na razie było jasno i nie było za ciepło ,gdyż wiał chłodny wiatr. Nie czekając dłużej ruszyłam w stronę domu przyjaciółki. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi szczupła i wysoka dziewczyna. Przywitała mnie z uśmiechem na ustach, z resztą jak zwykle. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech. Czasem zazdroszczę siostrze Julki, że jest taka wysoka. No cóż. Poinformowała mnie, że moja przyjaciółka znajduję się w łazience i żebym poczekała u niej w pokoju. Po drodze napotkałam na jej kota, Niall'a. Dla mnie był 'Panem Kotem'. Wzięłam go na ręce i poczłapałam do jej pokoju. Chwilę później Julka już stała przed swoją szafą i szukała odpowiedniej sukienki. Oczywiście nie obyło się komentarzy na temat jak się ubrałam. Pierwszy raz były pozytywne. Jedynie co jej się nie podobało to to, że założyłam czarne Vansy zamiast szpilek. Takiej to nie dogodzisz. Położyłam się na łóżku obok Pana kota i drapałam go po brzuchu. dzięki czemu zaczynał zasypiać.
-Nie mogę tego znaleźć!- pisnęła, przez co kot się przestraszył i mnie zadrapał. Na szczęście nie ma takich ostrych pazurów.
-Czego nie możesz znaleźć?- zapytałam pocierając miejsce zadrapania.
-Tej mojej czerwonej sukienki. A tylko w niej wyglądam PIĘKNIE.- jęknęła żałośnie.
-No tak, przecież musisz pięknie wyglądać, bo zaprosił nas Jan Dąbrowski- zażartowałam, siadając na krawędzi łóżka.
-Co?!- pisnęła zaskoczona. No tak przecież jej tego wcześniej nie mówiłam. Ups.
-Opowiem Ci potem. Ty lepiej szykuj się.-wyciągnęłam telefon z kieszeni.- Jest wpół do dziewiątej!- krzyknęłam, widząc Julkę jeszcze w proszku.

Oczywiście, nasza taksówka, która była umówiona na dziewiątą, spóźniła się. Pod domem (willą) Janka byłyśmy półgodziny. Julka zapłaciła taksówkarzowi, bo ja oczywiście nie wzięłam pieniędzy. Wyszłyśmy z taksówki i ruszyłyśmy do drzwi. Słychać było, że impreza trwa w najlepsze. Otworzyłam drzwi i weszłam pierwsza. Sporo ludzi przyszło.

Mówiąc sporo myślę połowa szkoły. Niby TYLKO dla trzecich klas. Taa. 
W powietrzu było czuć dym papierosowy zmieszany z zapachem alkoholu.
-Już nie ma powrotu.-pomyślałam i ruszyłam, wraz z Julką, w stronę kanap, ale oczywiście musiałam na kogoś wpaść. 

Jeżeli choć odrobinę szanujesz moje wypociny 

zostaw pozytywny komentarz i 
idź się pochwalić znajomym, że
przeczytałeś najgorsze opowiadanie
od najgorszej blogerki, która 
już nie zmienia opowiadania
po pierwszym rozdziale

Pozdrawiam Julczix ;)
Suzi możesz iść spać :) Dobranoc Księżniczko 8)
ASK

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział Drugi

"Włożyłam gwizdek do ust i w niego dmuchnęłam. Wydał z siebie głośny dźwięk. Chłopcy zatrzymali się i spojrzeli na mnie ze zdumieniem. Poczułam się trochę niekomfortowo, ale przełknęłam ślinę i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć. 
-Tak więc, dziś poprowadzę waszą lekcje.- uśmiechnęłam się przyjacielsko, a oni zaczęli się ze mnie śmiać."

Podniosłam jedną brew do góry i patrzyłam się na nich i czekałam aż przestaną się śmiać. Przestali.
-To jak zaczynamy lekcje?- zapytałam zażenowana tą sytuacją, gdyż nie lubię jak ktoś się śmieje, a ja nie wiem o co chodzi. Stałam i czekałam na jakąkolwiek reakcję, któregokolwiek chłopaka.
-Taa.- przeciągną jeden chłopak. Zwróciłam na niego całą swoją uwagę. Był ubrany w biały T-shirt przylegający go jego ciała, przez co doskonale mogłam zobaczyć jego wyrzeźbioną klatkę piersiową. Miał na sobie również szare dresy i czarne sportowe buty. Chwilę później mój wzrok zatrzymał się na jego twarzy. Myślałam, że tam zemdleje. To był ON.
Jan Dąbrowski.
Jak ja mogłam go nie zauważyć? Jak? Jak mogłam zapomnieć, że on chodzi z nią do klasy
Głupia ja! 
-To ty sobie usiądź, księżniczko. Nie potrzebujemy twojej pomocy.- uśmiechną się ukazując swoje jakże idealne zęby. Zawołał chłopaków i zaczęli rozgrzewkę. Ja nadal nie dowierzałam. Przyglądałam się chłopakom jak grali w piłkę nożną. Dlaczego ja nic nie odpowiedziałam? Przecież zawszy byłam, jak to mój brat by powiedział 'wyszczekana'. A co ja zrobiłam? Przytaknęłam i usiadłam na ławce. Ugh. To wszystko przez jego oczy. Jego cholernie piękne oczy.
Super. Teraz zaczynam fantazjować jak Julka.
Rozejrzałam się po sali. Pana Michaluka nigdzie nie było. Zapewne poszedł do piguły jak to on. Nigdy nie przegapi okazji aby pogapić się na nią. Co chwilę spoglądałam na telefon. Pierwszy raz chcę już koniec tego cholernego wuefu. Nie mogłam znieść tego, że ciągle mój wzrok spoczywa na NIM. Może dlatego, że to on ciągle był przy piłce. Kiedyś myślałam, że chłopaki lepiej grają w piłkę niż ja, ale się myliłam. Jeden nie umie porządnie kopnąć piłki, drugi nie potrafi nawet jej przyjąć. Jedynie kto umie grać to Dąbrowski. Cholerny Dąbrowski. Czy on musi być taki idealny? Najpiękniejszy męski głos: Jan Dąbrowski. Najbardziej wysportowany: Jan Dąbrowski. Najmądrzejszy: Jan Dąbrowski. Najbogatszy: Jan Dąbrowski. Najpopularniejszy: Jan Dąbrowski. Nie dość, że przystojny to jeszcze mądry. Niby nie da się być pięknym i mądrym jednocześnie, ale on oszukuje przeznaczenie. Chyba długo myślałam, bo gdy spojrzałam na telefon było piętnaście minut do dzwonka. Zagwizdałam gwizdkiem i pokazałam gestem, że to już koniec gry.
-Ej mała, może chcesz iść ze mną pod prysznic?- zapytał jakiś chłopak obejmując mnie ramieniem, gdy wyciągałam z plecaka moją bluzę.
-Nie dzięki.- odpowiedziałam ściągając jego rękę z mojego ramienia.
-To może, pójdziesz z nami do szatni przebrać się? Pomożemy Ci.- zaśmiał się drugi spoglądając na mnie z cwaną miną. Wyciągnęłam bluzę i położyłam plecak na ławce.
-Ja nie potrzebuj szatni aby przebrać się.- oznajmiłam ściągając moją koszulkę. Gdy pochyliłam się do plecaka aby schować koszulkę, kilka chłopaków zagwizdało, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się. Założyłam bluzę, rzuciłam plecak na ramię i ruszyłam do wyjścia z sali gimnastycznej. Już miałam otworzyć drzwi, ale ktoś złapał mnie za ramię i pociągną do tyłu, odwracając mnie jednocześnie. Myślałam, że to tamten chłopak. Jakże się myliłam. To był Dąbrowski. Wpatrywał się we mnie ze swoim aroganckim uśmieszkiem.
-Dziś jest u mnie impreza. Więc mam nadzieję, że przyjdziesz. Możesz wziąć tą swoją przyjaciółkę. Kamilę? - zapytał z jeszcze większym uśmiechem. Myślałam, że moje policzki spłoną. Nawet nie wiem dlaczego. Przecież on tylko ze mną rozmawia. 
-Julkę. Chodzisz z nią do klasy 3 lata, a nie wiesz jak ma na imię.- prychnęłam oburzona. Chwila. Czy on właśnie zaprosił nas na swoją imprezę? Bożę, ja chyba śnie.
Uspokój się dziewczyno. Wdech i wydech. Wdech i wydech.Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. Lekko przymknęłam oczy, czekając na jego następny ruch.
-Nieważne. Widzimy się na imprezie.- wymruczał mi prosto w usta. Odsuną się ode mnie i wyszedł z sali ze śmiechem na ustach. Zastanawiałam się, co go tak rozśmieszyło. Chwilę później zorientowałam się, że stoję oparta o ścianę, cała czerwona na twarzy i z nie równym oddechem. Dlaczego ja tak na niego reaguję?

Reszta lekcji minęła zaskakująco szybko. Nie wieżę, że nauczyciele przyzwyczaili się, iż na lekcji siedzę z telefonem w ręce. Będę za nimi tęsknić. Po części.
Po lekcjach oczywiście musiałam czekać na Julkę przed szkołą. W końcu przyszła.
-Dlaczego zawsze muszę na Ciebie tyle czekać?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Jeszcze nie jesteś godna dowiedzenia się prawdy.- zaśmiała się i przytuliła mnie na przywitanie (no, bo przecież tak długo się nie widziałyśmy).
-Wiesz co? Czasami się Ciebie boję, ale to tylko czasami.- również zaśmiałam się. Nie wiem dlaczego byłam taka wesoła. A nie jednak wiem. Jan Dąbrowski zaprosił nas na swoją imprezę. Mam nadzieję, że Julka tego nie zauważy. Chce jej to powiedzieć jak będziemy się szykować.
-To jak idziesz ze mną na tą imprezę?- zapytała podczas drogi powrotnej do naszych domów. Na samą myśl o tej imprezie uśmiecham się jak głupia.
-No nie wiem. Muszę się zastanowić.- zaśmiałam się nie zwalniając swojego tępa chodu.
-Ty chyba żartujesz? Musisz iść ze mną na tą imprezę. Dzięki niej zbliżę się do Jaankaa- przeciągnęła jego imię, a ja przewróciłam na to oczami.
-Przecież, chodziłaś z nim przez 3 lata do klasy. Chyba nie da się do niego bardziej zbliżyć.- ponownie zaśmiałam się.
-Wiesz o co mi chodzi.- westchnęła zrezygnowana.
-Musisz iść ze mną na imprezę. Zaczyna się o 21, więc przyjdź do mnie o 18. Tylko proszę Cię, nie zakładaj tych dresów co zazwyczaj.- spojrzała na mnie błagającym wzrokiem.
-A co Ci one przeszkadzają?- prychnęłam 'oburzona'.
-Po prostu przyjdź do mnie o 18.- powiedziała gdy znajdowaliśmy się koło jej domu. Pomachałam do niej i ruszyłam w stronę mojego, który znajdował się naprzeciwko. Weszłam po schodkach i chwyciłam za klamkę. Pociągnęłam ją w dół, tym samym otwierając drzwi. Przywitałam moją mamę i od razu ruszyłam do swojego pokoju. 



Jeżeli choć odrobinę szanujesz moje wypociny 
zostaw pozytywny komentarz i 
idź się pochwalić znajomym, że
przeczytałeś najgorsze opowiadanie
od najgorszej blogerki, która 
już nie zmienia opowiadania
po pierwszym rozdziale

Pozdrawiam Julczix ;) 

ASK



sobota, 4 lipca 2015

Rozdział Pierwszy

-Ruszaj ten tłusty tyłek. Musze Cię zawieść do szkoły.- głos brata zabrzmiał w moich uszach.


Sam masz tłusty tyłek nie nażarty chuju!

-Nie musisz mnie nigdzie zawozić, bo Po pierwsze: Nie mam siedmiu lat tylko siedemnaście, niebawem osiemnaście, a Po drugie: NIE idę do szkoły, bo mi się nie opłaca iść na jakieś lekcje, które mi się nie przydadzą. Po chuj mi Fizyka? I tak fizykiem nie zostanę. Pff.- wybełkotałam naciągając kołdrę na twarz.
-Fizyka jest Ci po to,żebyś nie była głupia, idiotko.- burkną, prawdopodobnie patrząc na mój czubek głowy, który nie przykryłam.
-Wstawaj, bo Cię kurwa zrzucę z tego łóżka.- warkną zdenerwowany, ale ja to olałam i wzruszyłam ramionami pod kołdrą.
-No dawaj.- prychnęłam i mogłam tylko usłyszeć ciche 'A proszę bardzo' z ust mojego brata, kiedy chwilę później leżałam na podłodze z kołdrą, poduszkami i kocem.-Mama powiedziała, że: ‘Albo zawieziesz Adę do szkoły, albo siedzisz z nią w dom.’- Filip próbował naśladować niski głos mamy, a ja przewróciłam na niego oczami.


Mam to w dupie, ja idę spać!

 -To zostań w domu. Pff.- prychnęłam i próbowałam zasnąć na twardej podłodze.

-Ha! Czy ty myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty tylko niańczenie mojej młodszej siostry?-zapytał, przytaknęłam na co on zaczął się śmiać.


Pff. To co, że mam SIEDEMNAŚCIE lat. Pff. To co, że jestem tylko młodsza od niego o rok. Pff. TO CO, ŻE CHODZĘ Z NIM DO KLASY![1]

-Otóż nie!- wykrzyczał.-Nie mam zamiaru marnować mojego cennego czasu na wkurwiającą mnie siostrę. Więc ruszaj się, będę czekał w samochodzie.- sykną i wyszedł z pokoju, zatrzaskując drzwi od niego, a chwile później od podwórka.
-‘ Nie mam zamiaru marnować mojego cennego czas na wkurwiającą mnie siostrę. ’- prychnęłam, naśladując jego głos. Leniwe wstałam z podłogi i ruszyłam w stronę mojej przestronnej szafy (garderoby). Weszłam do niej i zaczęłam poszukiwania za moją czarną bluzą z napisem ‘HIPSTA PLEASE’ (taką samą jaką ma Selena Gomez), dopasowanych pod kolor leginsów i bielizną. Po wybraniu garderoby poczłapałam do łazienki. Szybko umyłam się i ubrałam, umyłam zęby i delikatnie pomalowałam rzęsy czarnym tuszem i usta różową szminką. Rozczesałam włosy szczotką Filipa i zeszłam do kuchni. Już miałam siadać przy stole z zamiarem zjedzenia mojej kanapki, ale usłyszałam klakson. Przewróciłam oczami i chwyciłam ją do ręki. Po drodze zgarnęłam jeszcze klucze i plecak (choć nie wiem po co, skoro mam tylko cztery lekcje na których i tak nic nie robimy, znaczy ja nic nie robię). Włożyłam bułkę do ust i szybko założyłam moje szare (kiedyś białe) Vansy. Po czym wyszłam z domu i wsadziłam klucz do drzwi. Przekręciłam go dwa razy w prawo, po czym wyjęłam go i ruszyłam do samochodu. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i nie ściągając plecaka usiadłam na siedzeniu. Zapięłam pas i w końcu mogłam zjeść spokojnie kanapkę.
-Co do kurwy?- zapytał patrząc to na mnie, to na bułkę. Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam  jedzenie. Filip szybko zabrał mi ją i otworzył okno, po czym wyrzucił ją przez nie.
-Co ty wypierdalasz?- zapytałam patrząc jak moja kanapka ląduje na chodniku obok  śmietnika.
-Sprzątałem go! A ty nie umiesz zjeść bez kruszenia.- wykrzyknął wyrzucając do góry ręce, pokazując,że jest poirytowany. 
-Ty chyba częściej go sprzątasz, niż swój pokój.- zachichotałam wiedząc, że on swojego pokoju w ogóle nie sprząta.
-Poza tym powinnaś mi podziękować.- zaśmiał się.
-Co masz na myśli?- spojrzałam na niego z uniesioną brwią do góry.
-No cóż nie oszukujmy się, nie jesteś szczupła. Fałdka tu, fałdka tam.- uszczypną mój brzuch, a później łydkę, pokazując mi, że zwisa mi tłuszcz. Nie przejmując się już jego słowami powiedziałam:
-A ty co? Wątłe ciałko. Brak jakichkolwiek mięśni. Sama skóra i kości. Przecież ty nawet tej swojej dziewczyny nie udźwigniesz.-odpyskowałam, a Filip nic nie odpowiedział tylko odpalił silnik. Zadowolona z siebie odwróciłam głowę w stronę bocznej szyby.

-Dojechaliśmy- mrukną zatrzymując się przed budynkiem szkoły. Ciężko westchnęłam i wyszłam z samochodu.
-Chujowego dnia, życzę FRAJERZE!- krzykną przez otwarte okno w samochodzie. A ja w ramach podziękowań wystawiła mu środkowy palec. Gdy już znajdowałam się w szkole zaczęłam szukać Julki. Chwilę później znalazłam ją gadającą z Sandrą, siedząc na parapecie.
-Hej.- przywitałam się z przyjaciółką. Dziewczyna odpowiedziała tym samym, machając do mnie.
-Hejka!- Krzyknęła radośnie Sandra, zeskakując z parapetu, aby mnie przytulić (czego nienawidzę). Skrzywiłam się jak zawsze, nie ukrywając tego.  
-Hej.- odpowiedziałam mniej podekscytowana niż ona.


Hej’ czytaj spierdalaj.


-No to ja już będę uciekać.- zachichotała i dała nam buziaka w policzek na pożegnanie i zniknęła wchodząc na pierwsze piętro.
-Co ona tak ‘radosna’?- zapytałam siadając obok Julki.
-Przecież ona zawsze taka jest.- wzruszyła ramionami i spojrzała na swoje buty.
-No tak, ale.. Ale dzisiaj jest jeszcze bardziej wkurwiająco radosna.- spojrzałam na nią, czekając na odpowiedź, którą na pewno zna.
-A coś wspominała o jakieś imprezie u Dąbrowskiego. Wiesz tego wysokiego, umięśnionego, z pięknymi brązowymi oczami…- przewróciłam oczami wiedząc, że znów się rozmarzyła o chłopaku o, którym może tylko marzyć (Nie dlatego, że jest brzydka. Po prostu nie jest zbyt ‘fajna’ żeby zadawać się z nim i jego ekipą).


Pff. 

-Julka.- pomachałam ręką przed jej niebieskimi oczami, które wpatrywały się w przestrzeń przed nią.
-Znów się rozmarzyłam?- zapytała, a ja skinęłam głową.
-Przepraszam. Tak więc, chwaliła się, że idzie do niego na imprezę, na którą osobiście ją zaprosił.- spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami, z nie do wytrzymania.
-A czy przypadkiem ta impreza nie jest dla wszystkich trzecich klas Liceum z okazji końca roku?- zapytałam podnosząc jedną brew do góry.
-No tak, ale on sam od niej podszedł i zapytał czy przyjdzie.- wzruszyła ramionami.
-Ej! A tak w ogóle. Idziesz ze mną na tą imprezę? Co nie?- zapytała, a ja już miałam odmówić, ale przypomniałam sobie, że to koniec tej szkoły więc mogę zaszaleć i tak przez te 2 tygodnie nie mogą zmienić moich ocen. Kiedy chciałam coś odpowiedzieć, zabrzmiał dzwonek.
-To powiesz mi na następnej przerwie. Mam teraz wychowanie fizyczne, a jeżeli się spóźnię Pani będzie mi kazała biegać całą lekcje.- powiedziała na jednym tchu i zaczęła biec w stronę damskiej szatki. Pokręciłam głową, śmiejąc się i wyciągnęłam z plecaka iPhone’a razem ze słuchawkami. Szybko włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam moją ulubioną piosenkę „Where Are 
Ü Now” i ruszyłam w stronę swojej klasy (nie patrząc przed siebie i podśpiewując dość głośno pod nosem). Chwilę później uderzyłam w coś (a raczej w kogoś) z impetem, przez co upadłam na ziemię i upuściłam telefon. Usłyszałam dziwny dźwięk.

Cholera. Rozwaliłam telefon.
Szybko go podniosłam i zbadałam sprawę.
Pęknięta szybka i kilka zarysowań. Świetnie.


-Przez Ciebie rozwaliłam telefon.- krzyknęłam do chłopaka, który był już za daleko, żeby zobaczyć jego twarz, ale wciąż blisko, żeby usłyszeć jego głos.
-Witamy w rzeczywistości, księżniczko!-  prychną z obojętnością w głosie. Wstałam i otrzepałam się z brudu (sprzątaczki nigdy nie sprzątają u nas w szkole) i schowałam iPhone’a do plecaka, żeby bardziej go nie uszkodzić.

Włóczyłam się po korytarzach szkoły 'szukając' klasy (taka wymówka dla przechodzących nauczycieli/sprzątaczek) w której miałam mieć lekcje, aż postanowiłam, że pójdę do Julki na lekcję. Pan Michaluk na pewno mnie nie wywali, przecież jestem jego ulubioną uczennicą.
-Dzień dobry Panie Michaluk!- krzyknęłam wchodząc na salę, gdzie miał lekcje.
-Witam Panią ‘Jestem Mistrzem i nikt i nic tego nie zmieni’ Gonzalez. Co Cię do mnie sprowadza.- zapytał rozczmuchując moje włosy. Wzruszyłam ramionami.
-Chciałam odwiedzić najlepszego nauczyciela na świecie.
-A ty nie powinnaś być na lekcji?- ponownie zapytał posyłając mi surowe/rozbawione spojrzenie.
-Za dwa tygodnie koniec roku. I tak mi nic nie zrobią.- zaśmiałam się i machnęłam ręką, po czym rozejrzałam się po Sali. Okazało się, że na ćwiczyli sami chłopcy.


Dziewczyny zapewne na podwórku. 

-Młoda chciałabyś poprowadzić ich lekcje.- stwierdził bardziej niż zapytał, a ja skinęłam głową.
-To idź do mojej budki i przebierz się w swoją koszulkę Mistrzu.- Pan Michaluk podał mi klucze. Chwyciłam je i szybko pobiegłam się przebrać. Gdy już wróciłam chłopaki dalej biegali, a raczej spacerowali nie zwracając na otoczeni dookoła. 
-To więc tak. Tu masz gwizdek, a ja będę na trybunach. Jeżeli chłopaki nie będą na Ciebie narzekać, będziesz mogła poprowadzić następną. Pamiętaj mam Cię na oku Pani Gonzalez- Wuefista zaśmiał się podając mi gwizdek i zabierając kluczę, po czym się  ulotnił.


Ale jestem podekscytowana.
Mogę poprowadzić lekcję wychowania fizycznego. Nie to żebym tego już nie robiła. Ale teraz mogę poprowadzić lekcję u chłopaków a nie dziewczyn.
Co teraz mam zrobić?
Wiem! Zagwiżdżę
.



Włożyłam gwizdek do ust i w niego dmuchnęłam. Wydał z siebie głośny dźwięk. Chłopcy zatrzymali się i spojrzeli na mnie ze zdumieniem. Poczułam się trochę niekomfortowo, ale przełknęłam ślinę i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć.
-Tak więc, dziś poprowadzę waszą lekcje.- uśmiechnęłam się przyjacielsko, a oni zaczęli się ze mnie śmiać.


[1]-Napisałam tam, że Ada jest młodsza od swojego brata o rok, a chodzi z nim do klasy. Już tłumaczę. Ada miała 6 lat jak poszła do pierwszej klasy podstawówki razem ze swoim bratem, kiedy on miał 7 lat. 



Jeżeli choć odrobinę szanujesz moje wypociny
zostaw pozytywny komentarz i 
idź się pochwalić znajomym
,że przeczytałeś najgorsze opowiadanie
od najgorszej blogerki, która
zmienia opowiadania po 
pierwszym rozdziale

                                                                          Pozdrawiam Julczix ;)