Dziękuję za odwiedzenie mojego jakże 'fascynującego' i ani trochę żałosnego, bloga ;)

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział Drugi

"Włożyłam gwizdek do ust i w niego dmuchnęłam. Wydał z siebie głośny dźwięk. Chłopcy zatrzymali się i spojrzeli na mnie ze zdumieniem. Poczułam się trochę niekomfortowo, ale przełknęłam ślinę i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć. 
-Tak więc, dziś poprowadzę waszą lekcje.- uśmiechnęłam się przyjacielsko, a oni zaczęli się ze mnie śmiać."

Podniosłam jedną brew do góry i patrzyłam się na nich i czekałam aż przestaną się śmiać. Przestali.
-To jak zaczynamy lekcje?- zapytałam zażenowana tą sytuacją, gdyż nie lubię jak ktoś się śmieje, a ja nie wiem o co chodzi. Stałam i czekałam na jakąkolwiek reakcję, któregokolwiek chłopaka.
-Taa.- przeciągną jeden chłopak. Zwróciłam na niego całą swoją uwagę. Był ubrany w biały T-shirt przylegający go jego ciała, przez co doskonale mogłam zobaczyć jego wyrzeźbioną klatkę piersiową. Miał na sobie również szare dresy i czarne sportowe buty. Chwilę później mój wzrok zatrzymał się na jego twarzy. Myślałam, że tam zemdleje. To był ON.
Jan Dąbrowski.
Jak ja mogłam go nie zauważyć? Jak? Jak mogłam zapomnieć, że on chodzi z nią do klasy
Głupia ja! 
-To ty sobie usiądź, księżniczko. Nie potrzebujemy twojej pomocy.- uśmiechną się ukazując swoje jakże idealne zęby. Zawołał chłopaków i zaczęli rozgrzewkę. Ja nadal nie dowierzałam. Przyglądałam się chłopakom jak grali w piłkę nożną. Dlaczego ja nic nie odpowiedziałam? Przecież zawszy byłam, jak to mój brat by powiedział 'wyszczekana'. A co ja zrobiłam? Przytaknęłam i usiadłam na ławce. Ugh. To wszystko przez jego oczy. Jego cholernie piękne oczy.
Super. Teraz zaczynam fantazjować jak Julka.
Rozejrzałam się po sali. Pana Michaluka nigdzie nie było. Zapewne poszedł do piguły jak to on. Nigdy nie przegapi okazji aby pogapić się na nią. Co chwilę spoglądałam na telefon. Pierwszy raz chcę już koniec tego cholernego wuefu. Nie mogłam znieść tego, że ciągle mój wzrok spoczywa na NIM. Może dlatego, że to on ciągle był przy piłce. Kiedyś myślałam, że chłopaki lepiej grają w piłkę niż ja, ale się myliłam. Jeden nie umie porządnie kopnąć piłki, drugi nie potrafi nawet jej przyjąć. Jedynie kto umie grać to Dąbrowski. Cholerny Dąbrowski. Czy on musi być taki idealny? Najpiękniejszy męski głos: Jan Dąbrowski. Najbardziej wysportowany: Jan Dąbrowski. Najmądrzejszy: Jan Dąbrowski. Najbogatszy: Jan Dąbrowski. Najpopularniejszy: Jan Dąbrowski. Nie dość, że przystojny to jeszcze mądry. Niby nie da się być pięknym i mądrym jednocześnie, ale on oszukuje przeznaczenie. Chyba długo myślałam, bo gdy spojrzałam na telefon było piętnaście minut do dzwonka. Zagwizdałam gwizdkiem i pokazałam gestem, że to już koniec gry.
-Ej mała, może chcesz iść ze mną pod prysznic?- zapytał jakiś chłopak obejmując mnie ramieniem, gdy wyciągałam z plecaka moją bluzę.
-Nie dzięki.- odpowiedziałam ściągając jego rękę z mojego ramienia.
-To może, pójdziesz z nami do szatni przebrać się? Pomożemy Ci.- zaśmiał się drugi spoglądając na mnie z cwaną miną. Wyciągnęłam bluzę i położyłam plecak na ławce.
-Ja nie potrzebuj szatni aby przebrać się.- oznajmiłam ściągając moją koszulkę. Gdy pochyliłam się do plecaka aby schować koszulkę, kilka chłopaków zagwizdało, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się. Założyłam bluzę, rzuciłam plecak na ramię i ruszyłam do wyjścia z sali gimnastycznej. Już miałam otworzyć drzwi, ale ktoś złapał mnie za ramię i pociągną do tyłu, odwracając mnie jednocześnie. Myślałam, że to tamten chłopak. Jakże się myliłam. To był Dąbrowski. Wpatrywał się we mnie ze swoim aroganckim uśmieszkiem.
-Dziś jest u mnie impreza. Więc mam nadzieję, że przyjdziesz. Możesz wziąć tą swoją przyjaciółkę. Kamilę? - zapytał z jeszcze większym uśmiechem. Myślałam, że moje policzki spłoną. Nawet nie wiem dlaczego. Przecież on tylko ze mną rozmawia. 
-Julkę. Chodzisz z nią do klasy 3 lata, a nie wiesz jak ma na imię.- prychnęłam oburzona. Chwila. Czy on właśnie zaprosił nas na swoją imprezę? Bożę, ja chyba śnie.
Uspokój się dziewczyno. Wdech i wydech. Wdech i wydech.Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. Lekko przymknęłam oczy, czekając na jego następny ruch.
-Nieważne. Widzimy się na imprezie.- wymruczał mi prosto w usta. Odsuną się ode mnie i wyszedł z sali ze śmiechem na ustach. Zastanawiałam się, co go tak rozśmieszyło. Chwilę później zorientowałam się, że stoję oparta o ścianę, cała czerwona na twarzy i z nie równym oddechem. Dlaczego ja tak na niego reaguję?

Reszta lekcji minęła zaskakująco szybko. Nie wieżę, że nauczyciele przyzwyczaili się, iż na lekcji siedzę z telefonem w ręce. Będę za nimi tęsknić. Po części.
Po lekcjach oczywiście musiałam czekać na Julkę przed szkołą. W końcu przyszła.
-Dlaczego zawsze muszę na Ciebie tyle czekać?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Jeszcze nie jesteś godna dowiedzenia się prawdy.- zaśmiała się i przytuliła mnie na przywitanie (no, bo przecież tak długo się nie widziałyśmy).
-Wiesz co? Czasami się Ciebie boję, ale to tylko czasami.- również zaśmiałam się. Nie wiem dlaczego byłam taka wesoła. A nie jednak wiem. Jan Dąbrowski zaprosił nas na swoją imprezę. Mam nadzieję, że Julka tego nie zauważy. Chce jej to powiedzieć jak będziemy się szykować.
-To jak idziesz ze mną na tą imprezę?- zapytała podczas drogi powrotnej do naszych domów. Na samą myśl o tej imprezie uśmiecham się jak głupia.
-No nie wiem. Muszę się zastanowić.- zaśmiałam się nie zwalniając swojego tępa chodu.
-Ty chyba żartujesz? Musisz iść ze mną na tą imprezę. Dzięki niej zbliżę się do Jaankaa- przeciągnęła jego imię, a ja przewróciłam na to oczami.
-Przecież, chodziłaś z nim przez 3 lata do klasy. Chyba nie da się do niego bardziej zbliżyć.- ponownie zaśmiałam się.
-Wiesz o co mi chodzi.- westchnęła zrezygnowana.
-Musisz iść ze mną na imprezę. Zaczyna się o 21, więc przyjdź do mnie o 18. Tylko proszę Cię, nie zakładaj tych dresów co zazwyczaj.- spojrzała na mnie błagającym wzrokiem.
-A co Ci one przeszkadzają?- prychnęłam 'oburzona'.
-Po prostu przyjdź do mnie o 18.- powiedziała gdy znajdowaliśmy się koło jej domu. Pomachałam do niej i ruszyłam w stronę mojego, który znajdował się naprzeciwko. Weszłam po schodkach i chwyciłam za klamkę. Pociągnęłam ją w dół, tym samym otwierając drzwi. Przywitałam moją mamę i od razu ruszyłam do swojego pokoju. 



Jeżeli choć odrobinę szanujesz moje wypociny 
zostaw pozytywny komentarz i 
idź się pochwalić znajomym, że
przeczytałeś najgorsze opowiadanie
od najgorszej blogerki, która 
już nie zmienia opowiadania
po pierwszym rozdziale

Pozdrawiam Julczix ;) 

ASK



2 komentarze: