Dziękuję za odwiedzenie mojego jakże 'fascynującego' i ani trochę żałosnego, bloga ;)

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział Pierwszy

-Ruszaj ten tłusty tyłek. Musze Cię zawieść do szkoły.- głos brata zabrzmiał w moich uszach.


Sam masz tłusty tyłek nie nażarty chuju!

-Nie musisz mnie nigdzie zawozić, bo Po pierwsze: Nie mam siedmiu lat tylko siedemnaście, niebawem osiemnaście, a Po drugie: NIE idę do szkoły, bo mi się nie opłaca iść na jakieś lekcje, które mi się nie przydadzą. Po chuj mi Fizyka? I tak fizykiem nie zostanę. Pff.- wybełkotałam naciągając kołdrę na twarz.
-Fizyka jest Ci po to,żebyś nie była głupia, idiotko.- burkną, prawdopodobnie patrząc na mój czubek głowy, który nie przykryłam.
-Wstawaj, bo Cię kurwa zrzucę z tego łóżka.- warkną zdenerwowany, ale ja to olałam i wzruszyłam ramionami pod kołdrą.
-No dawaj.- prychnęłam i mogłam tylko usłyszeć ciche 'A proszę bardzo' z ust mojego brata, kiedy chwilę później leżałam na podłodze z kołdrą, poduszkami i kocem.-Mama powiedziała, że: ‘Albo zawieziesz Adę do szkoły, albo siedzisz z nią w dom.’- Filip próbował naśladować niski głos mamy, a ja przewróciłam na niego oczami.


Mam to w dupie, ja idę spać!

 -To zostań w domu. Pff.- prychnęłam i próbowałam zasnąć na twardej podłodze.

-Ha! Czy ty myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty tylko niańczenie mojej młodszej siostry?-zapytał, przytaknęłam na co on zaczął się śmiać.


Pff. To co, że mam SIEDEMNAŚCIE lat. Pff. To co, że jestem tylko młodsza od niego o rok. Pff. TO CO, ŻE CHODZĘ Z NIM DO KLASY![1]

-Otóż nie!- wykrzyczał.-Nie mam zamiaru marnować mojego cennego czasu na wkurwiającą mnie siostrę. Więc ruszaj się, będę czekał w samochodzie.- sykną i wyszedł z pokoju, zatrzaskując drzwi od niego, a chwile później od podwórka.
-‘ Nie mam zamiaru marnować mojego cennego czas na wkurwiającą mnie siostrę. ’- prychnęłam, naśladując jego głos. Leniwe wstałam z podłogi i ruszyłam w stronę mojej przestronnej szafy (garderoby). Weszłam do niej i zaczęłam poszukiwania za moją czarną bluzą z napisem ‘HIPSTA PLEASE’ (taką samą jaką ma Selena Gomez), dopasowanych pod kolor leginsów i bielizną. Po wybraniu garderoby poczłapałam do łazienki. Szybko umyłam się i ubrałam, umyłam zęby i delikatnie pomalowałam rzęsy czarnym tuszem i usta różową szminką. Rozczesałam włosy szczotką Filipa i zeszłam do kuchni. Już miałam siadać przy stole z zamiarem zjedzenia mojej kanapki, ale usłyszałam klakson. Przewróciłam oczami i chwyciłam ją do ręki. Po drodze zgarnęłam jeszcze klucze i plecak (choć nie wiem po co, skoro mam tylko cztery lekcje na których i tak nic nie robimy, znaczy ja nic nie robię). Włożyłam bułkę do ust i szybko założyłam moje szare (kiedyś białe) Vansy. Po czym wyszłam z domu i wsadziłam klucz do drzwi. Przekręciłam go dwa razy w prawo, po czym wyjęłam go i ruszyłam do samochodu. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i nie ściągając plecaka usiadłam na siedzeniu. Zapięłam pas i w końcu mogłam zjeść spokojnie kanapkę.
-Co do kurwy?- zapytał patrząc to na mnie, to na bułkę. Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam  jedzenie. Filip szybko zabrał mi ją i otworzył okno, po czym wyrzucił ją przez nie.
-Co ty wypierdalasz?- zapytałam patrząc jak moja kanapka ląduje na chodniku obok  śmietnika.
-Sprzątałem go! A ty nie umiesz zjeść bez kruszenia.- wykrzyknął wyrzucając do góry ręce, pokazując,że jest poirytowany. 
-Ty chyba częściej go sprzątasz, niż swój pokój.- zachichotałam wiedząc, że on swojego pokoju w ogóle nie sprząta.
-Poza tym powinnaś mi podziękować.- zaśmiał się.
-Co masz na myśli?- spojrzałam na niego z uniesioną brwią do góry.
-No cóż nie oszukujmy się, nie jesteś szczupła. Fałdka tu, fałdka tam.- uszczypną mój brzuch, a później łydkę, pokazując mi, że zwisa mi tłuszcz. Nie przejmując się już jego słowami powiedziałam:
-A ty co? Wątłe ciałko. Brak jakichkolwiek mięśni. Sama skóra i kości. Przecież ty nawet tej swojej dziewczyny nie udźwigniesz.-odpyskowałam, a Filip nic nie odpowiedział tylko odpalił silnik. Zadowolona z siebie odwróciłam głowę w stronę bocznej szyby.

-Dojechaliśmy- mrukną zatrzymując się przed budynkiem szkoły. Ciężko westchnęłam i wyszłam z samochodu.
-Chujowego dnia, życzę FRAJERZE!- krzykną przez otwarte okno w samochodzie. A ja w ramach podziękowań wystawiła mu środkowy palec. Gdy już znajdowałam się w szkole zaczęłam szukać Julki. Chwilę później znalazłam ją gadającą z Sandrą, siedząc na parapecie.
-Hej.- przywitałam się z przyjaciółką. Dziewczyna odpowiedziała tym samym, machając do mnie.
-Hejka!- Krzyknęła radośnie Sandra, zeskakując z parapetu, aby mnie przytulić (czego nienawidzę). Skrzywiłam się jak zawsze, nie ukrywając tego.  
-Hej.- odpowiedziałam mniej podekscytowana niż ona.


Hej’ czytaj spierdalaj.


-No to ja już będę uciekać.- zachichotała i dała nam buziaka w policzek na pożegnanie i zniknęła wchodząc na pierwsze piętro.
-Co ona tak ‘radosna’?- zapytałam siadając obok Julki.
-Przecież ona zawsze taka jest.- wzruszyła ramionami i spojrzała na swoje buty.
-No tak, ale.. Ale dzisiaj jest jeszcze bardziej wkurwiająco radosna.- spojrzałam na nią, czekając na odpowiedź, którą na pewno zna.
-A coś wspominała o jakieś imprezie u Dąbrowskiego. Wiesz tego wysokiego, umięśnionego, z pięknymi brązowymi oczami…- przewróciłam oczami wiedząc, że znów się rozmarzyła o chłopaku o, którym może tylko marzyć (Nie dlatego, że jest brzydka. Po prostu nie jest zbyt ‘fajna’ żeby zadawać się z nim i jego ekipą).


Pff. 

-Julka.- pomachałam ręką przed jej niebieskimi oczami, które wpatrywały się w przestrzeń przed nią.
-Znów się rozmarzyłam?- zapytała, a ja skinęłam głową.
-Przepraszam. Tak więc, chwaliła się, że idzie do niego na imprezę, na którą osobiście ją zaprosił.- spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami, z nie do wytrzymania.
-A czy przypadkiem ta impreza nie jest dla wszystkich trzecich klas Liceum z okazji końca roku?- zapytałam podnosząc jedną brew do góry.
-No tak, ale on sam od niej podszedł i zapytał czy przyjdzie.- wzruszyła ramionami.
-Ej! A tak w ogóle. Idziesz ze mną na tą imprezę? Co nie?- zapytała, a ja już miałam odmówić, ale przypomniałam sobie, że to koniec tej szkoły więc mogę zaszaleć i tak przez te 2 tygodnie nie mogą zmienić moich ocen. Kiedy chciałam coś odpowiedzieć, zabrzmiał dzwonek.
-To powiesz mi na następnej przerwie. Mam teraz wychowanie fizyczne, a jeżeli się spóźnię Pani będzie mi kazała biegać całą lekcje.- powiedziała na jednym tchu i zaczęła biec w stronę damskiej szatki. Pokręciłam głową, śmiejąc się i wyciągnęłam z plecaka iPhone’a razem ze słuchawkami. Szybko włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam moją ulubioną piosenkę „Where Are 
Ü Now” i ruszyłam w stronę swojej klasy (nie patrząc przed siebie i podśpiewując dość głośno pod nosem). Chwilę później uderzyłam w coś (a raczej w kogoś) z impetem, przez co upadłam na ziemię i upuściłam telefon. Usłyszałam dziwny dźwięk.

Cholera. Rozwaliłam telefon.
Szybko go podniosłam i zbadałam sprawę.
Pęknięta szybka i kilka zarysowań. Świetnie.


-Przez Ciebie rozwaliłam telefon.- krzyknęłam do chłopaka, który był już za daleko, żeby zobaczyć jego twarz, ale wciąż blisko, żeby usłyszeć jego głos.
-Witamy w rzeczywistości, księżniczko!-  prychną z obojętnością w głosie. Wstałam i otrzepałam się z brudu (sprzątaczki nigdy nie sprzątają u nas w szkole) i schowałam iPhone’a do plecaka, żeby bardziej go nie uszkodzić.

Włóczyłam się po korytarzach szkoły 'szukając' klasy (taka wymówka dla przechodzących nauczycieli/sprzątaczek) w której miałam mieć lekcje, aż postanowiłam, że pójdę do Julki na lekcję. Pan Michaluk na pewno mnie nie wywali, przecież jestem jego ulubioną uczennicą.
-Dzień dobry Panie Michaluk!- krzyknęłam wchodząc na salę, gdzie miał lekcje.
-Witam Panią ‘Jestem Mistrzem i nikt i nic tego nie zmieni’ Gonzalez. Co Cię do mnie sprowadza.- zapytał rozczmuchując moje włosy. Wzruszyłam ramionami.
-Chciałam odwiedzić najlepszego nauczyciela na świecie.
-A ty nie powinnaś być na lekcji?- ponownie zapytał posyłając mi surowe/rozbawione spojrzenie.
-Za dwa tygodnie koniec roku. I tak mi nic nie zrobią.- zaśmiałam się i machnęłam ręką, po czym rozejrzałam się po Sali. Okazało się, że na ćwiczyli sami chłopcy.


Dziewczyny zapewne na podwórku. 

-Młoda chciałabyś poprowadzić ich lekcje.- stwierdził bardziej niż zapytał, a ja skinęłam głową.
-To idź do mojej budki i przebierz się w swoją koszulkę Mistrzu.- Pan Michaluk podał mi klucze. Chwyciłam je i szybko pobiegłam się przebrać. Gdy już wróciłam chłopaki dalej biegali, a raczej spacerowali nie zwracając na otoczeni dookoła. 
-To więc tak. Tu masz gwizdek, a ja będę na trybunach. Jeżeli chłopaki nie będą na Ciebie narzekać, będziesz mogła poprowadzić następną. Pamiętaj mam Cię na oku Pani Gonzalez- Wuefista zaśmiał się podając mi gwizdek i zabierając kluczę, po czym się  ulotnił.


Ale jestem podekscytowana.
Mogę poprowadzić lekcję wychowania fizycznego. Nie to żebym tego już nie robiła. Ale teraz mogę poprowadzić lekcję u chłopaków a nie dziewczyn.
Co teraz mam zrobić?
Wiem! Zagwiżdżę
.



Włożyłam gwizdek do ust i w niego dmuchnęłam. Wydał z siebie głośny dźwięk. Chłopcy zatrzymali się i spojrzeli na mnie ze zdumieniem. Poczułam się trochę niekomfortowo, ale przełknęłam ślinę i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć.
-Tak więc, dziś poprowadzę waszą lekcje.- uśmiechnęłam się przyjacielsko, a oni zaczęli się ze mnie śmiać.


[1]-Napisałam tam, że Ada jest młodsza od swojego brata o rok, a chodzi z nim do klasy. Już tłumaczę. Ada miała 6 lat jak poszła do pierwszej klasy podstawówki razem ze swoim bratem, kiedy on miał 7 lat. 



Jeżeli choć odrobinę szanujesz moje wypociny
zostaw pozytywny komentarz i 
idź się pochwalić znajomym
,że przeczytałeś najgorsze opowiadanie
od najgorszej blogerki, która
zmienia opowiadania po 
pierwszym rozdziale

                                                                          Pozdrawiam Julczix ;)

2 komentarze: